archiwum | napisz do mnie | mój gg: 4993965

O selekcji słów kilka...

W dniu dzisiejszym selekcjoner reprezentacji Anglii ogłosił szeroką kadrę na mundial. Dla nas Polaków powinno być to dodatkowo przygnębiające, bo przypomina o dosyć bolesnej porażce. Co prawda często spotykałem się z opiniami, iż to dobrze, że nie jadą, bo znowu by nas tylko zawiedli. Jednakże, czy w gruncie nie o to chodzi, żeby mieć nadzieje. Przecież w końcu musi im się udać. Nie mniej my tych nadziei nie mamy. Czekają nas mało emocjonujące mecze towarzyskie, które zasadniczo nic nie pokażą, bo część wielkich została w domu bez powołania, a Ci którzy mogli coś pokazać to raczej nie będą mieć siły. Taki Ireneusz Jeleń po intensywnym sezonie w lidze francuskiej na pewno będzie chętny do kolejnego meczu, tylko że tym razem o przysłowiową pietruszkę. Niewątpliwie piłkarz, którego drużyna walczy o Ligę Mistrzów jest podekscytowany na pojedynek z Finlandią, no chyba, że z tą po zwycięskim meczu.

Jednakże to zasadniczo miało być o czym innym. Chciałem rzec słów kilka o selekcji.  Dlatego na sam początek chciałbym przytoczyć za stroną gazeta.pl listę piłkarzy powołanych przez Fabio Capello. Wiem, że bardziej profesjonalnie byłoby podać te same dane na podstawie brytyjskich portali, ale jak to mawiał Władysław Gomułka „krawiec kraje, jak mu staje”.

Lista wybrańców Capello:

Bramkarze: David James (Portsmouth), Robert Green (West Ham United), Joe Hart (Manchester City).

Obrońcy: Ashley Cole (Chelsea), John Terry (Chelsea), Rio Ferdinand (Manchester United), Glen Johnson (Liverpool), Ledley King (Tottenham Hotspur), Jamie Carragher (Liverpool), Matthew Upson (West Ham United), Michael Dawson (Tottenham Hotspur), Leighton Baines (Everton), Stephen Warnock (Aston Villa).

Pomocnicy: Steven Gerrard (Liverpool), Frank Lampard (Chelsea), Michael Carrick (Manchester United), James Milner(Aston Villa), Theo Walcott (Arsenal), Gareth Barry (Manchester City), Joe Cole (Chelsea), Tom Huddlestone (Tottenham Hotspur), Scott Parker (West Ham United), Aaron Lennon (Tottenham Hotspur), Adam Johnson (Manchester City), Shaun Wright-Phillips Manchester City).

Napastnicy: Wayne Rooney (Manchester United), Peter Crouch(Tottenham Hotspur), Emile Heskey (Aston Villa), Darren Bent (Sunderland), Jermain Defoe (Tottenham Hotspur).

Większość tych nazwisk jest pewnie znana nawet osobom, które futbolem zajmują się tylko dorywczo, w końcu w reprezentacji Anglii grają gwiazdy światowego formatu. Póki co. Nie mniej chciałem zwrócić uwagę na dwa konkretne nazwiska, które przykuły moją uwagę.  Są to bramkarz David James oraz napastnik Emile Heskey.

Dlaczego właśnie na nich zwróciłem uwagę? Ponieważ przypomniało mi się jak osiem lat temu z lubością grałem w Fife 2002 Korea&Japan. Wtedy David James grał na bramce ówczesnej reprezentacji, a Emile Heskey wraz z Michaelem Owenem tworzyli parę napastników. Nie długo po tamtym mundialu panowie żegnali się z reprezentacją. James, dlatego, że został uznany za słabego bramkarza, którego miejsce mieli zająć młodzi – Robinson, a potem Foster. Dzisiaj nie ma ich nawet w szerokiej kadrze. Podobnie było z Haskeyem, który wrócił do wielkiej gry. Na pewno teraz triumfują, zwłaszcza James, który był strasznie kiedyś krytykowany.

Zwracam na to uwagę, ponieważ teraz nasz miłościwie panujący selekcjoner Franciszek Smuda lekceważy Artura Boruca, który niewątpliwie był wielką gwiazda polskiej reprezentacji. Zamiast niego powołuje Tytonia, który ma chwytliwe nazwisko, ale nie wiadomo, czy coś poza tym. Mam poważne obawy, że jak będzie się zbliżało Euro 2012 to znowu będzie trzeba skorzystać z usług Boruca.

W tym wypadku należy wziąć pod uwagę rolę Pana Tomaszewskiego, który zawsze musi wtrącić swoje trzy niepotrzebne słowa. Nasz Pan Chodząca Legenda, jakby brzmiało jego imię po indiańsku, nawołuje Boruca do zrezygnowania z kadry do czasu, aż jej selekcjonerem jest  Franciszek Smuda.

Skłoniło mnie to do pochylenia się nad rolą selekcjonera. Wydaje mi się, że pensja Franza wpływa na jego konto, co miesiąc, a nie tylko w okresie zgrupowań kadry, dlatego selekcjoner powinien być wiecznie w ruchu. Nie chodzi tylko o to, żeby za darmo chodził na mecze, ale żeby się konsultował dokształcał, ale przede wszystkim podtrzymywał relację z polskimi piłkarzami.  Bo co z tego, że Żurawski nie gra w kadrze, ale może któregoś dnia się okazać, że jest jedynym, zdrowym polskim napastnikiem, który gra na pewnym poziomie i co wtedy? Na pewno łatwiej będzie mu przyjechać na ten jeden jedyny mecz, jeżeli będzie wiedział, że jedzie tam dla Polaków, jako reprezentant, a nie jako człowiek, którego Pan Smuda powołał, ale tylko dlatego, że nikogo innego nie było pod ręką. Każdy piłkarz z polskim paszportem musi czuć, że w każdej chwili będzie go potrzebować Polska Reprezentacja. Nie do pomyślenia wydaje się sytuacja, w której u Beenhakkera nie grał Wichinarek, Jeleń u Smudy ten i tamten, a jakby selekcjonerem został jeszcze ktoś inny, to od razu byłoby wiadomo, że nie będzie grał ten i ten.

Otóż nie! Stanowcze nie! Dlatego mimo, że Franciszek Smuda zapomniał o niektórych piłkarzach to my kibice o Was pamiętamy, bo wiemy, że może to kiedyś wasz gol, czy interwencja da nam radość!!!

Notkę chciałem zadedykować Katarzynie Bakule, mojej najwierniejszej czytelniczce!

 


Tagi: polska, reprezentacja, tomaszewski, boruc, smuda, capello, gomułka
pilkawmur 2010-05-11 23:46:04
skomentuj (4)
Przerwane milczenie

Wróciłem. Nie wiem, czy to tylko kaprys chwili, czy poważna decyzja. Jednak czuje się w pełni uprawniony, żeby znowu zabrać głos, bo znowu mam Wam coś ważnego do powiedzenia. Znowu oglądam, czytam, przeżywam. Pierwszy raz od długiego czasu udało mi się wygospodarować czas na oglądanie meczy. Znowu poczułem te emocję i radość z patrzenia na piękno futbolu. Na tym chyba trzeba poprzestać, bo robi się zbyt ckliwie i patetycznie, a z całą pewnością w kontekście ostatnich tygodni tego nam akurat nie brakuje.

Do powrotu na łamy własnego bloga zainspirował mnie nagłówek artykułu w piątkowej Polsce The Times, który brzmi następująco, w końcu nie będę Was zmuszał do grzebania w archiwach, żeby zrozumieć sens mojej wypowiedzi. „Trener Stefan Białas ostrzega przed lekceważeniem rywala” Kiedy ujrzałem ten wspaniały majstersztyk zabawy językiem polskim zrozumiałem, że powstał on specjalnie dla mnie, żebym wreszcie mógł się otworzyć.

Pierwszą moją reakcją było niemalże przerażenie, ponieważ trener Białas ostrzega mnie przed lekceważeniem rywala. Na szczęście po chwili nie małej konsternacji dotarło do mnie, że w najbliższym czasie nie spotkam się z żadnym rywalem, a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo. Później zacząłem się zastanawiać, że może chodzi o nas, Polaków. W końcu w tak trudnym momencie może przydałby się nam trener, który poukładał by naszą polską drużynę. Nie, to absurdalne. Macie rację.

Najważniejsza refleksja przyszła jednak dopiero później. Zacząłem dostrzegać absurdalność tej sytuacji odnosząc ją do kontekstu polskiej ligi. Trener Białas najprawdopodobniej ostrzega swoich piłkarzy, jednak jak wcześniej pisałem nie możemy być tego tacy, do końca pewni. Ostrzega ich przed rywalem. Niby wszystko jest w porządku. Jest trener, jest drużyna, czyli elementy się zgadzają. Jednak dlaczego trener Białas musi przestrzegać swoich piłkarzy za pomocą gazety przed rywalem?

Tutaj, aż ciśnie się na usta: czy Legioniści czytają Polskę? Może mają jakąś prenumeratę? Może w środku są jakieś tajemnicze instrukcje ukryte za pomocą zmyślnego szyfru? Samo nasuwa się wspomnienie Pięknego Umysły, w którym John Nash w artykułach z gazet szukał informacji od kosmitów. Tylko, czy nie prościej jest wejść do szatni i wyłożyć przysłowiową kawę na ławę.

Pewnie nie, bo większość, jeżeli nie wszyscy trenerzy wylatują przez swoich piłkarzy, którym się nie chce, nie rozumieją, grają przeciwko trenerowi. Wydaje się, że to jest ogromny problem w polskiej ekstraklasie komunikacja między drużyną a coachem. Może jestem naiwny, ale uważam, że szczera rozmowa potrafi rozwiązać wiele problemów.

Nie mniej, chciałem podziękować trenerowi Białasowi za ostrzeżenie. Będę uważał na swojego rywala kimkolwiek jest.

***

Dwa słowa na koniec wyssane z odmętów umysłu. Po pierwsze Jose Mourinho jest moi  osobistym bogiem i głęboko wierzę, jak to w boga, że w wieku Fergusona, będzie miał tyle trofeów, że będzie je trzymał w garażu albo rozdawał znajomym na urodziny. Po drugie, Barcelonie życzę ze szczerego serca odpadnięcia. Zarazem już się smucę nad losem Messiego. On skończy dokładnie tak, jak Ronaldinho. Na razie tyle.

Wróciłem!

 

 


Tagi: barcelona, messi, białas, legia, piękny umysł, mourinho
pilkawmur 2010-04-23 23:30:26
skomentuj (2)
Może po Housie...

Nie dalej jak przedwczoraj skończyłem oglądać dotychczas wyemitowane odcinki House’a i naszła mnie pewna ciekawa refleksja. Otóż seriale robi się teraz praktycznie o wszystkim i wszystkich. Jest pewnie z kilkanaście seriali medycznych, kilka prawniczych, setki obyczajowych i tak dalej, i tak dalej.

Jednak, co jest nieco zaskakujące nie ma żadnego serialu o piłkarzach, a przecież jest to najbardziej popularny sport na świecie mający kibiców w każdym kraju. Przecież to, aż się prosi o nakręcenie przygód jakiejś wschodzącej gwiazdy, bądź klubu piłkarskiego. Temat rzeka, tylko czerpać.

W końcu któż z nas nie chciał zobaczyć, jak wygląda odprawa przed meczowa, jak wygląda piłkarska złość w szatni po przegranym meczu? Przecież futbol to nie tylko te dziewięćdziesiąt minut na murawie. To także codzienna rutyna, emocje, problemy. Dlaczego jeszcze nie ma takiego serialu?

Pozostaje mi wierzyć, że po Housie nastanie jakiś szalony trener, który będzie katował swoich piłkarzy poczuciem humoru i niepohamowaną żądzą sukcesów. Tymczasem pozostaje nam zadowalać się polskim „Do przerwy0:1” i japońskimi kreskówkami.



pilkawmur 2010-01-11 00:24:18
skomentuj (0)
Polski paszport przekleństwem, czy dobrodziejstwem

Polski paszport. Polski paszport wrotami do Europy. Ten kto go posiądzie staje się prawdziwym Europejczykiem. Przestaje być ważne, gdzie się urodził, czy wychował, bo stał się członkiem Wspólnoty Europejskiej. Polski paszport kluczem, dzięki któremu otworzymy wszystkie europejskie wrota, w każdym poszczególnym państwie.

Dla wielu stek imigrantów w Polsce jest to niewątpliwie obiekt pożądania. Mityczny Graal, którego dosięgnąć jest ciężej niż spotkać czerwonego smoka, żeby go otrzymać trzeba pokonać wiele trudności. Udowodnić, że się na niego zasłużyło i że państwo polskie nie będzie żałować swojej decyzji.

Kiedy setki tysięcy imigrantów stoją w kolejkach prosząc o klucz do Europy jest klasa uprzywilejowana, która ma ten klucz na wyciągnięcie swojej dłoni. Wystarczy jeden podpis w jednym pałacu, a paszport staje się ich. Oczywiście chodzi o piłkarzy.

Jednak pomimo tylu ułatwień część z nich nie ma ochoty na posiadanie polskiego obywatelstwa. Odrzuca, tą wydawałoby się nie odrzucaną propozycję. Pomimo tego, że w kraju nad Wisłą staliby się gwiazdami. Niemalże na pewno mieli by zapewnione miejsce w pierwszym składzie reprezentacji. Dlaczego tak się dzieje?

Moja obserwacja wskazuje na to, że polski paszport został obłożony klątwą. Każdy kto miał szczęście, chociaż w tym wypadku bardziej pasowałoby napisać nieszczęście, otrzymać ten dar marnie kończył. Zacznijmy od pierwszego naturalizowanego Polaka, którym był najbardziej opalony w naszym kraju Emanuel Olisadebe.

Przyjechał do Polonii Warszawa, jak obcokrajowiec. Wygrał polską ligę, dostał polski paszport, w reprezentacji strzelał bramek, c o nie miara, aż wreszcie przyszła propozycja gry w słynnym greckim Panathinaikosie. Minęło kilkanaście miesięcy i Oli przestał strzelać bramki, zaczął mieć problemy  z kontuzjami, a na koniec wyemigrował do Chin.

Drugim dobitnym przykładem jest Ebi, dopóki miał polski paszport, ale go nie eksponował grał w Borussi, gdzie gwiazdą może nie był, ale bramki strzelał.  Zaczął piąć się w górę w hierarchii polskiej reprezentacji, niemalże automatycznie stracił miejsce w pierwszym składzie i musiał zadowolić się grzaniem ławy.

Aktualnie możemy obserwować zmagania Ludovica Obraniak z klątwa polskiego paszportu. Przywdział koszulkę z orzełkiem na piersi i nagle z drugiego najlepszego piłkarza Lille trener zrezygnował karząc mu, a jakżeby inaczej grzać ławę.

Niech ktoś mi powie, że to nie jest klątwa?! Wyjścia mamy dwa, albo wezwać szamana, który zdejmie urok ratując piłkarzy polskiego pochodzenia, albo trzeba dołączyć do kadry egzorcystę. Wybór pozostawiam Franzowi.



pilkawmur 2009-12-17 21:00:50
skomentuj (0)